środa, 27 sierpnia 2014

Koktajl nr 2

Sezon w pełni, więc czas na kolejny pyszny koktajl.


Zasmakowałam w pysznościach z dodatkiem płatków owsianych górskich. Zauważyłam, że dodaje je do każdego koktajlu jaki robię. Do tego dodałam je również.

Składniki:
płatki owsiane górskie
kiwi
maliny
banany
seler naciowy
jogurt naturalny


Płatki owsiane są wspaniałym źródłem energii pochłoniętych rano. Postaram się niebawem napisać coś o płatkach w osobnym poście.


Kopytka z pietruszką

Będąc na wakacjach, zawsze jeśli w karcie są kopytka zamawiam je. Uwielbiam kiedy są miękkie, dobrze podpieczone, zrobione domowym sposobem, bez chemii - PYCHA!



Ponieważ często goszczą w moim domu, staram się je jakoś urozmaicać. Robię kopytka ze szpinakiem, z cebulką z żółtym serem, marchewką, bazylią, bobem, pieprzem, ziołami prowansalskimi (jak zrobić swoje TUTAJ). Ostatnio hitem były kopytka panierowane w bułce. Niestety nie zdążyłam ich sfotografować - zrobię to następnym razem.
Dziś chciałam pochwalić się kopytkami z pietruszką, którą w moim domu też się wychwala. Robi się je bardzo prosto, tak jak zwykłe, tylko dodaje natkę pietruszki. Nabierają wtedy wyrazistego smaku. Czuć nie tylko pysznego ziemniaka ale i dodatki.

Składniki:
1 kg ugotowanych ziemniaków,
1 jajko,
pęczek świeżo zerwanej natki pietruszki (pęczek - to kwestia sporna, zależy jak bardzo ktoś lubi lub nie lubi natki pietruszki)
mąka
sól
2 łyżki oleju

U mnie z reguły nie gotuje się ziemniaków specjalnie na kopytka. Zazwyczaj zostają z obiadu poprzedniego dnia lub gdy mam na nie ochotę specjalnie obieram ich trochę więcej.

Ugotowane ziemniaki przepuszczam przez praskę. Natkę pietruszki dokładnie myję, osuszam i drobno siekam.
Aby dodać odpowiednią ilość mąki i nie zastanawiać się czy za dużo, a może za mało zawsze dzielę ziemniaki w misce na cztery części.


Wyjmuję 1/4 i w jej miejsce wsypuję mąkę. Potem całość wykładam na stolnicę razem z wcześniejszą 1/4 części. Dodaję jajko, posiekaną natkę pietruszki i wyrabiam ciasto.
Nastawiam wodę w garnku z dużą ilością soli by się zagotowała. W tym czasie posypuję stolnicę mąką i robię wałeczki z wyrobionego ciasta. Delikatnie je spłaszczam i pod kątem kroję kopytka. Nigdy nie zwracam większej uwagi na grubość, szerokość pokrojonych kopytek. Uważam, że jest to kwestia sporna i każdy robi według własnego uznania. 
Gdy woda zaczyna wrzeć wrzucam kopytka. Gdy wypłyną na wierzch, gotuję ok 1 minuty (gdy będą zbyt długo się gotowały zaczną się rozpadać).
I voila!
Buon appetito!


wtorek, 12 sierpnia 2014

Malinowa kaszka manna




Czasem lubię przenieść się do czasów dzieciństwa, kiedy beztroska wygrywała z obowiązkami.
Moja mama każdego dnia gotowała mi pyszną kaszkę manną. Zawsze zjadałam ją ze smakiem. Tak zostało mi do dziś.
W dzisiejszych czasach niewielu dorosłych spożywa kaszkę, pomimo, że posiadają dużo wartości odżywczych. Bez oporów może ona konkurować z makaronami, ziemniakami i ryżem. panuje wśród nas przekonanie, że kaszka dobra jest dla maluchów, a ty nic bardziej mylnego. Można z niej zrobić pyszne dania.

Dziś przedstawię wam najprostszy sposób na kaszkę. Zamiast kupować smakowej, bogatej w konserwanty kaszki można taką zrobić samemu.

Składniki:
Garść malin,
2 łyżki cukru,
4 łyżki kaszy manny,
350 ml mleka.

Maliny umyć, osuszyć i wymieszać z kilkoma łyżkami cukru (cukier wg uznania, w zależności czy ktoś lubi bardzo słodkie czy nie).
Kiedy owoce zaczną puszczać sok, przetrzeć je przez sitko. Powstały płyn zagotować z mlekiem. Gdy doprowadzimy go do wrzenia wsypać kaszę i intensywnie mieszać. Zmniejszyć ogień i gotować ok 5 minut. Kaszka lubi się przypalać jeśli nie będziemy jej często mieszać. Spróbować, czy jest wystarczająco słodka, jeśli trzeba dosłodzić

Przełożyć na talerz i udekorować kilkoma malinami lub listkiem mięty.


Domowa vegeta




Vegeta - przyprawa dodawana do wszystkiego i przez wszystkich. Moja babcia nie potrafi bez niej zrobić zwykłej zupy. Moja mama szybciej chłonie nowinki - udało mi się przekonać ją do tej domowej, babci już nie. A jak nie vegeta, to kostki rosołowe. Koszmar!
Przecież E-621, czyli glutaminian sodu jest szkodliwy dla naszego zdrowia. Co prawda, jak mawia moja babcia, "wszystko teraz jest niezdrowe, ale jeść trzeba", jeśli mamy taką możliwość jedzmy zdrowiej i szukajmy sklepowych zamienników.
Przygotowanie domowej vegety jest banalne. A jeszcze jeśli korzystamy z podwórkowych warzyw to już zupełnie.
Zachęcam wszystkich do stworzenia sobie domowego "ulepszacza smaku".
Potrzebne wam będą:

  • suszona włoszczyzna (ususzona własnoręcznie lub kupiona w sklepie)
  • sól,
  • kurkuma,
  • lubczyk
  • granulowany czosnek,
  • słodka papryka,
  • suszona natka pietruszki (w sklepowej włoszczyźnie znajdziemy jej sporo, więc można zrezygnować)


Wszystkie składniki miksujemy w młynku lub blenderze.
Ja po kolei miksowałam wszystko w młynku, potem wymieszałam razem i wsypałam do szczelnego słoiczka. Specjalnie zostawiłam kilka większych kawałków włoszczyzny, by było widać ją np. w zupie.


Tonik bazyliowy

Tonik z dodatkiem bazylii działa zbawiennie na skórę borykającą się z wypryskami. Sama kiedyś tego doświadczyłam. Tonik bazyliowy łagodnie pomógł mi pozbyć się owego problemu.
Przepis na tonik jest bardzo prosty.
Potrzebujemy:

  • kilka listków świeżej bazylii
  • 1/2 szklanki wody (najlepiej mineralna lub przegotowana)
  • kapsułki z wit. A+E (opcjonalnie)
  • szklana butelka lub słoiczek
  • blender.


Bardzo ważna w przypadku robienia toniku jest higiena, ponieważ chcemy pozbyć się wyprysków, a więc najpierw pozbądźmy się bakterii. Umyjmy dokładnie listki zioła, buteleczkę lub słoik oraz blender.
Zioła i wodę blendujemy. W trakcie dodajemy wit. A+E. Przelewamy przez gazę do przygotowanego szklanego pojemniczka.
Uwierzcie! Zielony tonik działa cuda! Najważniejsze dla tych, którzy mogą mieć obawy przed zieloną miksturą - w żaden sposób nie barwi skóry :)

Z pozostałej papki możemy zrobić sobie maseczkę. Pamiętajcie, by przed nałożeniem oczyścić twarz.

Można go przechowywać max. 2 tygodnie, później trzeba zrobić nowy.

A teraz trochę o efektach.
Mnie w dzieciństwie bardzo pomogła. Systematycznie rano i wieczorem przemywałam twarz. Wypryski, te które były ładnie się zagoiły, nowe pojawiły się ale w mniejszej ilości, aż do całkowitego wyleczenia twarzy. Później mogłam się tylko chwalić ładną twarzą.
Moja siostra natomiast, szczęściara, która nie zmagała się z tym problemem czasem podkradała mi tonik. pozbyła się zaczerwień i twarz stała się gładsza.

Znam też przypadki, kiedy tonik nie pomógł. Moja koleżanka nie zauważyła żadnej różnicy, mimo, że też dość długo go stosowała.


Jak długo robiłam sobie tonik niestety nie pamiętam, miesiąc, dwa, trzy. Chyba dłużej nie - w sumie to było daaawno :)

Zioła prowansalskie

Bardzo lubię zioła prowansalskie. Nie wiem jak u was ale ja takie zioła robię sama. Dłużej utrzymuje się ich aromat, poza tym uważam, że w smaku też są lepsze i wyraźniejsze. 
Mieszankę ziół stosuję do różnych dań (zup, sałatek, sosów). Ostatnio zasmakowała mi mozzarella na kanapce posypana owymi ziołami z dodatkiem listków rukoli. Mniam!


Wujek google mówi, że zioła prowansalskie wywodzą się z Francji, dokładniej z rejonu Prowansji, stąd też ich nazwa. 
Zauważyłam jednak, że zioła prowansalskie różnych firm różnią się składem. Te prawdziwe w swoim składzie maja bazylię, rozmaryn, szałwię lekarską, tymianek, miętę pieprzową, oregano, cząber oraz majeranek. "Sklepowe" czasem mają dodatek lawendy, zdarza się też i soli(!)

Ale po co kupować mieszankę w sklepie, gdzie tak naprawdę nie wiemy ile czego jest w tej małej torebeczce. Bardzo prosto jest zrobić sobie swoje zioła. Nie musimy mieć wtedy w szafce kilku torebeczek różnych przypraw i samej mieszaki i niewiadomym pochodzeniu. Wystarczy jeden słoiczek i już. 
Ja po kolei mieliłam każdą przyprawę w młynku i przesypywałam do słoiczka. Potem wszystko razem połączyć i gotowe, pyszne i aromatyczne. Kilka dni pachniało w moim domu przyprawami. 
Dodam, że bazylia, szałwia, tymianek, mięta i oregano pochodziło z mojego ogródka. Wystarczy zerwać, ususzyć (potrzeba na to tylko kilku dni) i gotowe.






Rozmaryn - ma bardzo szerokie zastosowanie, choć wszystko zależy od formy podania (nalewka, napar, kompres, olejek). Ostatnio doczytałam, że rozmaryn w postaci olejku pomaga zredukować cellulit (ciekawe czy to prawda).
Łagodzi bóle głowy, podnosi ciśnienie, pobudza pracę gruczołów nadnerczy, poprawia nastrój, działa rozgrzewająco (stosowany jest w przypadku przeziębienia). Jeśli zastosujemy rozmaryn w postaci naparu możemy pozbyć się niestrawności. Na koniec co najważniejsze dla kobiet zioło to jest bardzo silnym przeciwutleniaczem czyli spowalnia działanie wolnych rodników.






Bazylia - działa łagodząco, pobudza apetyt, działa rozkurczowo i wiatropędnie, zapobiega wzdęciom, wzmacnia układ pokarmowy, przyspiesza procesy trawienne, oczyszcza nerki. Jest bogata w wit. A, C oraz B5. Bazylia przyspiesza nasz metabolizm, czyli wspomaga odchudzanie :)

Ma bardzo dobry wpływ na układ nerwowy. Działa przeciwdepresyjnie, zmniejsza nadpobudliwość oraz pomaga zwalczyć bezsenność. Dodatkowo bazylia poprawia pamięć i wyostrza zmysły.

Kiedyś miałam ogromne problemy z trądzikiem. Dowiedziałam się, że tonik z bazylii pomaga w walce z wypryskami. Ku mojemu zdziwieniu zadziałało. Jak zrobić tonik (TUTAJ)








Szałwia lekarska - nie znam osoby, która nie słyszałaby o leczniczych właściwościach szałwii. Działa przeciwzapalnie, ściągająco, przeciwbakteryjnie, grzybobójczo, antyseptycznie. Stosuje się ją w stanach zapalnych jamy ustnej, gardła. Pomaga na niestrawność, ułatwia trawienie. Dodatkowo ma działanie tonizujące, uspokajające,  moczopędne. Stosowana jest przez osoby z nadmierną potliwością.










Tymianek - zioła te stosowane są w różnej formie (syropy, napary, kosmetyki  itp.). Jak większość ziół ułatwia procesy trawienne. Dzięki niemu możemy zwalczyć kaszel, grypę, gardło, anginę. Działa rozgrzewająco i pobudza wydzielanie się śluzu w płucach i jest pomocny przy zatwardzeniach. Zapobiega zakażeniom wirusowym, grzybiczym i bakteryjnym.
Dodatkowo tymianek ma szerokie zastosowanie kulinarne.







miętaMięta pieprzowa - Stosowana od wieków. Pamiętam, gdy w dzieciństwie miałam problemy żołądkowe, babcia spieszyła z zaparzoną miętą, której zapach rozchodził się po całym domu. Wiele osób jej nie lubi, jednak ja nie wyobrażam sobie bez niej życia. Do dnia dzisiejszego lubię usiąść w fotelu z kubkiem niezbyt gorącej mięty i sączyć ją powoli. Tak więc mięta ma zastosowanie kulinarne jak i lecznicze. W sumie to tak jak większość ziół.
Działa wiatropędnie, napotnie i przeciwskurczowo i wzmacniająco. Pomaga w trawieniu, łagodzi użądlenia, wzdęcia, choroby gardła i zatok. Zielarze uważają, że pomaga w chorobie lokomocyjnej, gdy dłużej zastanawiam się nad ty dochodzę do wniosku, że rzeczywiście tak jest. Osobiście choroba lokomocyjna towarzyszy mi zawsze w dalekiej podróży. Pomagają mi miętuski :)





Oregano - nazywane lebiodką. Jest to gatunek z rodziny mięty, do której jest podobne. Nie każdy wie, jaki potencjał kryje w sobie to ziele. Jest to lek na jelita, żołądek i dolegliwości układu oddechowego. Łagodzi rany, podrażnienia i choroby skóry. Działa dobrze na wrzody żołądkowe oraz wątrobę. Pobudza apetyt, pomaga na problemy z kaszlem, gdyż ma działanie wykrztuśne. Dodatkowo pomoże nam na bezsenne noce i reumatyzm.
W kuchni - ja osobiście, nie wyobrażam sobie domowej pizzy bez oregano. Używam go zarówno do samej pizzy, jak i sosów.








Cząber - osobiście nie znałam i nie stosowałam nigdy wcześniej tego zioła. Dopiero gdy zainteresowałam się ziołami prowansalskimi odkryłam jego właściwości. Uznawany jest za afrodyzjak. Wyróżnia się cząber letni i zimowy. Uznawany za środek antyseptyczny, dezynfekujący, łagodzący biegunki. Pomaga przy niestrawnościach i wzdęciach. Nie bez przyczyny dodaje się go do ciężkostrawnych dań, m.in. z dodatkiem fasoli.









Majeranek - stosowany przy leczeniu obrzęków, zatruć, drgawek. Dodawany do herbaty by leczyć katar, bóle głowy, oczyścić zatoki i uspokoić. Łagodzi nawet bóle brzucha, mięśni oraz poprawia krążenie. Działą przeciwutleniająco.

sobota, 9 sierpnia 2014

Boli....

Witajcie,

Kilka godzin temu wbiłam sobie ogromny gwóźdź w kolano. Zostałam uziemiona, leżę. Bardzo boli, kolano napuchło i zastanawiam się czy nie powinnam jechać na pogotowie bo praktycznie nie mogę stanąć na tej nodze. I co teraz z moim odchudzaniem? Mam nadzieję, że do jutra przejdzie i będzie wszystko ok. Taka ładna pogoda, miałam jechać na rolki i połączyć to z bieganiem, a tu taka niemiła niespodzianka.

Życzę wszystkim miłego sobotniego wieczoru. Wybawcie się za mnie :)

piątek, 8 sierpnia 2014

Motywacja na dziś

Dziś opadł trochę mój zapał. Trzeba się odpowiednio zmotywować. Najlepsze dla mnie są zdjęcia szczupłych, a najlepiej jeszcze lekko umięśnionych brzuszków. Też taki chcę!









Nie mogę się zdecydować który najbardziej mi się podoba. Zaakceptowałabym każdy gdybym mogła mieć którykolwiek z nich.
A wam który najbardziej przypadł do gustu?

Jak prawidłowo dokonać pomiaru ciała

Nie raz mierzyłam swój brzuch by sprawdzić czy mi coś ubyło czy wręcz odwrotnie. Raz okazało się, że tak, innym razem, że nie. Postanowiłam dowiedzieć się jak dokładnie powinno się mierzyć swoje ciało i w których miejscach dokonywać owych pomiarów. Jak zmierzyć obwód uda, gdzie dokładnie jest pas, w którym miejscu bioder.... ehh, dużo tego i pewnie wiele z nas popełnia błędy. 


Złota zasada pomiarów - mierzymy się zawsze o tej samej porze dnia.



1. Obwód szyi - mierzymy się zawsze w najwęższym miejscu.
2. Obwód klatki piersiowej - mierzymy na wysokości sutków. Istotne abyśmy do pomiarów nie zakładały biustonoszy typu push-up. Najlepiej robić to w miękkim biustonoszu lub bez.


3. Obwód talii - pomiarów dokonujemy w najwęższym miejscy bez wciągania brzucha.
4. Obwód brzucha - mierzymy się na wysokości pępka.


5. Obwód bioder - centymetr prowadzimy przez środek pośladków i staramy się zmierzyć w najszerszym miejscu naszej miednicy.



6. Obwód uda - mierzymy w najszerszym jego miejscu. Bardzo ważne abyśmy nie stali na baczność tylko w lekkim rozkroku rozkładając równomiernie ciężar ciała
7. na koniec obwód łydki - standardowo mierzymy w najszerszym miejscu z zachowaniem zasady jak przy pomiarze obwodu ud. 

Znalazłam w sieci kilka ciekawych tabel dotyczących idealnych pomiarów. Nie jest to na szczęście 60x90x60. Zobaczcie sami!

W poniższej tabeli wyznacznikiem są biodra. Zmierzcie się i zobaczcie jak z waszą resztą :)
Nie znalazłam tylko wyjaśnienia odnośnie pierwszej kolumny. Jest dla mnie troch nie zrozumiała (albo pora pisania posta jest nieodpowiednia)

Dołączona grafika

      
   
Poniżej tabela idealnych wymiarów kobiet w zależności od wzrostu. Została ona opracowana dla kandydatek miss.


I co myślicie o tych tabelach wymiarów? Dla mnie są be sensu. Przecież mamy różne budowy ciała. Są kobiety z wąskimi biodrami, szerokimi i czy warto się nimi sugerować?


Akcja: 5 kg mniej c.d.

Witajcie,
mija dzień za dniem a ja ciągle walczę, trochę ze sobą, ze swoją silną wolą (a raczej bardzo słabiutką), ze słodyczami i z lenistwem.
W sumie to walczę ze wszystkim. To co do tej pory udało mi się zmienić to jadłospis. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że prawie nie jadłam warzyw i owoców a tłuszcz i to ten najgorszy z możliwych towarzyszył mi każdego dnia. Są chwile kiedy muszę podjeść coś słodkiego, jednak nie ciągnie mnie do chipsów, frytek, pizzy i co dziwne, do coca-coli. Wręcz odwrotnie! Dziś mój MŻ kupił dwulitrową colę, wciskał bym złapała łyka i ku mojej radości to był tylko łyk. Nawet mi nie smakowało :)
Najgorsze, że w domu mam dwie bombonierki z moimi ulubionym słodkościami. Wyjęłam je z szafki i obczęstowałam dziś wszystkich, a potem resztę postawiłam na stoliku, w ten sposób szybciej znikną i nie będą kusić. 
Postanowiłam także, że nie będę jeździć tylko na rowerze i rolkach ale zacznę biegać. Nawet mi to sprawnie idzie, małymi kroczkami ale zawsze do przodu. Biegam od wtorku. Co prawda przez zakwasy praktycznie nie mogę chodzić, ale nie poddaję się.

Reasumując:
Zwracam uwagę na to co jem i jak jem, oraz staram się robić to co 2-3 godziny. 
Piję o wiele więcej wody, co niestety wiąże się z częstszym odwiedzaniem toalety (ale czego się nie robi).
Każdego dnia daję z siebie wszystko, jeśli nie biegam to jeżdżę na rowerze lub rolkach.

Zobaczymy czy uda mi się ciągnąć to dalej jak wrócę do pracy.

Niestety do 20 sierpnia tak jak zakładałam nie osiągnę swoich 60 kg. Ale nie poddam się póki mój brzuch nie będzie płaski. Na razie za mną 2,5 kg, przede mną 3 także jestem PRAWIE w połowie drogi. Wiara w siebie nie pozwala mi się poddać. Uda się w 100%. Trzymajcie kciuki!

wtorek, 5 sierpnia 2014

Dżem morelowy

Czas robienia przetworów nadal trwa. Wczoraj był dżem morelowy, który pewnie jutro zrobię jeszcze raz. 
Jeśli będziecie zabierali się za dżemy pamiętajcie o kilku ważnych zasadach...

Zawsze zwracajcie uwagę na owoce jakie kupujecie. Nie powinny mieć żadnych obić, plam, a już tym bardziej pleśni. 



Nie wiem jak u was w domu, ale ja nie dodaję cukru żelującego do żadnego dżemu. Zawsze dodaję jedynie zwykły cukier. Co prawda, owoce dłużej trzeba pogotować ale po prostu dodatki w torebeczce cukru żelującego do mnie nie przemawiają. 

I najważniejsze. Pamiętajcie o wyparzeniu słoików i nakrętek. Nie wyobrażam sobie tego nie zrobić. Te wszystkie żyjątka niewidoczne gołym okiem, które mogłyby się tam znaleźć, już na samą myśl powodują u mnie mdłości. 

Dżem morelowy

Składniki:
1,5 kg moreli
400 g cukru (jeśli, ktoś lubi słodkie, można dodać więcej. Ja w przetworach wolę czuć smak owocu a nie cukier)
sok z 1/2 średniej wielkości cytryny
kilka łyżek wody

Morele dokładnie umyć, obrać i pokroić na niewielkie kawałki. Ja kroję na pół, potem jeszcze na pół i jeszcze raz. Wrzucam do garnka lub na dużą patelnie. Dolewam kilka łyżek wody, by owoce nie przypaliły się dopóki nie puszczą własnego soku. Kiedy to zrobią wsypać cukier i wlać sok z cytryny. Czas gotowania to ok 1,5 godziny. Warto kontrolować czy owoce nie przywierają do dna garnka od czasu do czasu mieszając. Najlepiej drewnianą łyżką. 


Ciekawostka!
Istnieje kilka sposobów sprawdzenia czy dżem jest już gotowy.
Wylewamy na talerzyk trochę dżemu i po kilku chwilach wkładamy do lodówki na 3 minuty (nie gorący). Po tym czasie wyjmujemy i sprawdzamy konsystencję. Zawsze tak robię, w ten sposób wiem, czy jeszcze gotować czy już wystarczy. 




Ogórki

Witajcie,
dziś w moim domu zagościły ogórki. Niby na działce mam posadzone może 2m x 2m tego zielonego cuda, a nie możemy ich przejeść. Zanim zjem jednego na polu są już trzy :) zebrałam je w końcu i poświęcając cały dzień wzięłam się do roboty.

Ogórki konserwowe


Zalewa
5 szklanek wody
1 szklanka octu 10%
5 czubatych łyżek cukru (jak ktoś woli słodsze to można więcej lub mniej według uznania)
1 płaska łyżka soli

Dodatkowo do każdego słoika:
kilka ziaren ziela angielskiego
kilka ziaren pieprzu ziarnistego
kwiat kopru wraz z nasionami
2 łyżeczki gorczycy
kilka liści laurowych
mały kawałek chrzanu
czosnek

Zazwyczaj jak planuję robić ogórki namaczam je w zimnej wodzie rano od razu po zerwaniu. Niektórzy uważają, że wystarczy gdy ogórki poleżą w wodzie ok. 30 minut.
Słoiki należy umyć, wyparzyć. Ja ustawiam je później do góry dnem i gdy większość wody odparuje wycieram.
Do słoika wkładam w/w przyprawy. Myję ogórki, odsączam i układam w słoiku.
Zalewę zagotować i odstawić do wystygnięcia. Najczęściej zalewam letnią, choć dzisiejsze potraktowałam już zimną. Pasteryzować 4-5 minut od zagotowania, potem wyjąć gorące i ustawić do góry dnem.
U mnie takie ogóreczki stoją 2 dni, potem przenoszę je do spiżarni.



Ogórki z musztardą

Z przygotowaniem tych ogórków schodzi się trochę dłużej niż zwykłe konserwowe. Ale zapewniam was, że ci którzy pokuszą się o ich zrobienie nie będą żałować. Smak zrekompensuje wszystko.

Zalewa
4 szklanki wody (1 litr)
1 niepełna szklanka octu 10%
2 szklanki cukru
2 łyżki soli
5 łyżek musztardy (najlepiej sarepskiej, choć moje dzisiaj mają w sobie musztardę sarepską i delikatesową)

Do każdego słoika:
kilka ziaren ziela angielskiego, pieprzu ziarnistego, łyżeczka gorczycy.

Czas robienia tych ogórków wydłuża się o czas obierania ich i krojenia w ćwiartki.
Każdego ogórka należy obrać, jeśli po przekrojeniu na ćwiartki ku naszym oczom ukazują się duże pestki należy je wykroić. Najlepsze wychodzą z małych, świeżutkich ogóreczków.

Kiedy mamy już ogórki pokrojone, układamy je pionowo w słoiku.
Zalewę należy wcześniej zagotować i wystudzić.
Ogórki w słoiku zalewamy zimną zalewą, zakręcamy i pasteryzujemy od momentu zagotowania ok 7 minut.
Następnie wyjmujemy, dokręcamy nakrętkę i pozostawiamy na kilka dni odwróconych do góry dnem.



Ogórki na sałatkę

Te ogórki zazwyczaj robię z dużych, do niczego nie nadających się już ogórasów. Takie przygotowanie ogórków jest dla mnie ogromnym ułatwieniem w zimowe wieczory, kiedy dla rodziny robię sałatkę warzywną. Wystarczy odkręcić słoik, odcedzić ogórki i mamy już gotowe kiszone do sałatki. Nie muszę się wtedy bawić w krojenie kiszonych, bo mam już gotowe.

Zbyt duże, świeże ogórki myję, obieram i kroję w kostkę.

Zalewa
4 szklanki wody (1 litr)
2 łyżki soli

Zalewę zagotować i przestudzić.
Do przygotowanych słoików włożyć kawałek chrzanu, trochę kopru. Włożyć ogórki, zalać zalewą i zakręcić nakrętką. Nie należy ich pasteryzować. Odstawić na kilka dni do góry dnem, po czym schować do spiżarni.

Ogórki te po leżakowaniu około miesiąca nadają się już do sałatki.



Przecier ogórkowy na zupę

Ogórki podobnie jak te na sałatkę należy dokładnie umyć i obrać. Następnie zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Całość przełożyć do miski i zasypać dużą ilością soli. Kiedy ogórki będą puszczały soki przygotowujemy słoiki i nakrętki. należy je umyć, wyparzyć i osuszyć. Na dno słoików wkładamy 1 ząbek czosnku i trochę kopru. Ogórki przekładamy razem z sokiem (on tu jest najważniejszy!). Przygnieść łyżką by pozbyć się ze słoika pęcherzyków powietrza. Na wierzch znów można ułożyć ząbek czosnku i koper (ja tak nie robię ale moja mama zawsze). Zakręcić nakrętkę i odstawić słoik. Gotowe! Podobnie jak wcześniejsze przepisy, ogórki nadają się na zupę już po około miesiącu czasu. 











A wy jak przygotowujecie się do zimy?

Przetwory z ogórków już zrobione?





Surówka z białej rzodkwi

Bardzo lubię białą rzodkiew. Szczególnie przypadła mi w postaci surówki + grillowana pierś z kurczaka i kilka ziemniaczków posypanych świeżym koperkiem. Pycha!
Poniżej przedstawiam wam moja wersje surówki.

Składniki.
biała rzodkiew
3 marchewki
2 świeże zielone ogórki
1 mała cebulka
garść natki pietruszki
jogurt naturalny
sól, pieprz


Wszystkie warzywa dokładnie myję i ścieram na tarce o grubych oczkach. Cebulę drobno szatkuję. Podobnie robię z natką pietruszki - bardzo drobno ją siekam.
Wszystkie składniki mieszam ze sobą, dodaję kilka łyżek jogurtu naturalnego. Sól i pieprz do smaku.
Jeśli robię wersję tylko dla siebie i męża dodaję jeszcze drobno skrojony czosnek.
Smacznego!







Biała rzodkiew, podobnie jak czarna jest niezwykle bogata w cały szereg wartościowych składników odżywczych. Znajdziemy w niej między innymi mnóstwo cennych witamin (C, PP, oraz witaminy z grupy B), soli mineralnych (potas, sód, wapń, fosfor, magnez, żelazo, cynk, molibden), białek, węglowodanów, błonnika, kwasu foliowego oraz olejków eterycznych (które odpowiadają za mocny zapach i intensywny smak warzywa). Przy tak dużej wartości odżywczej biała rzodkiew ma jedynie 12 kcal w 100 g. miąższu, a więc znakomicie nadaje się dla osób pozostających na diecie odchudzającej. Duża zawartość witaminy C oraz właściwości bakteriobójcze rzodkwi pozwalają łagodzić zapalenie gardła i bony śluzowej jamy ustnej oraz wspomagają leczenie infekcji bakteryjnych i stanów grypowych. Jej spożywanie jest więc szczególnie polecane w okresie jesienno-zimowym oraz zimowo-wiosennym. Rzodkiew jest także polecana osobom cierpiącym na schorzenia nerek i wątroby (właściwości moczopędne, żółciotwórcze i żółciopędne) oraz borykającym się z przewlekłymi kłopotami trawiennymi.

Informacje o rzodkwi ze strony: swiatkwiatow.pl

Ciasto jogurtowe

Wczorajszego wieczora z nudów (choć to bywa rzadkość) oglądałam TV. Przerzucałam z programu na program, gdyż nie mogłam znaleźć niczego co by mnie zainteresowało.
Z reguły programy kulinarne przyciągają moją uwagę. Tak też było i tym razem. Kobieta na szklanym ekranie przygotowywała proste i szybkie dania. W tym m.in. poniższe ciasto. I tak o godz. 22 zabrałam się za pieczenie.
Ciasto jogurtowe jest bardzo prostym i naprawdę ekspresowym ciastem. A patrząc w blachę dnia dzisiejszego, dochodzę do wniosku, że i smacznym bo zostały dwa kawałki.
Polecam dla zapracowanych i chcących zjeść swojego ciasta a nie kupionego w cukierni.




Ciasto jogurtowe

Składniki:
4 jajka
opakowanie cukru waniliowego
320 g cukru (ok. 1,6 szklanki)
niepełna szklanka oleju
2 łyżeczki proszku do pieczenia
450 g mąki pszennej (ok. 2,5 szklanki)
300 ml jogurtu naturalnego (ja miałam duży jogurt, tam jest 370, ale wrzuciłam cały)

Wykonanie:

Jajka ubijamy z cukrem i cukrem waniliowym na puszysty krem. Powoli dodajemy jogurt, potem olej (cały czas miksując).
Mąkę z proszkiem do pieczenia przesiewamy. Resztę wykonujemy już drewnianą łyżką. Powoli mieszając łączymy mąkę ze zmiksowaną masą. Nie mieszamy zbyt długo, żeby masa pozostała puszysta.
Przelewamy ją do formy wyłożonej papierem do pieczenia (Używam standardowej blachy 25x36 cm) . Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy ok. 45 minut.